piątek, 2 sierpnia 2013

POMORSKI PUCHAR DOGTREKKINGU W OTOMINIE - 27.07.2013

Relacja trochę spóźniona, ale trzeba ja napisać przed kolejnymi zawodami. Więc zaczynamy...., ale chyba od "więc" się nie zaczyna;) Trudno.

27 lipca zapowiadał się, że będzie słonecznym i ciepłym dniem. Taki tez był. Wymarzony dzień na plażing, smażing i relaksing, ale nie dla Sfory Suchanino, przynajmniej częściowo. Tego dnia Sfora startowała w kolejnych zawodach Pomorskiego Pucharu Dogtrekkingu, a terenem naszych zmagań był Otomin. Rzut beretem z Gdańska, więc nie było stresu, długiego dojazdu, itd...

Po szybkim pakowaniu pojechaliśmy z Lupkiem do Otomina przed godz. 15. W planach razem z resztą ekipy mieliśmy jeszcze drobny odpoczynek na łonie natury z opcją kąpieli w jeziorze. Plan zrealizowany w 100 %, wszyscy dzięki temu byliśmy zrelaksowani przed startem, a psy dobrze schłodzone. Cahir dodatkowo postanowił przygotować na drogę leśny kamuflaż lub postraszyć plażowiczów, ponieważ wypadł z wody udekorowany wodną roślinnością.

Czas na start. Czym bliżej godz. 18, tym na plaży robiło się "hau"aśliwiej, gdyż na zawodach stawiło się sporo drużyn. Odepraliśmy nasze pakiety startowe, i czym prędzej zabraliśmy się na ogarnięcie mapy i przygotowanie trasy - czyli kolorowe markery poszły w ruch:) Dzięki treningowi zorganizowanemu prze Zbyszka Skupińskiego tydzień wcześniej, i przejażdżce rowerowej byłem już trochę zapoznany z terenem i szlakami turystycznymi, które tamtędy biegną. Relacje z predogtrekkingu w Otominie: sforasuchanino.blogspot.com i panhusky.pl Po przywitaniu się z znajomymi i sprawdzeniu wszystkich "paszportów" przez psy w wersji z kłami lub merdającymi ogonkami Michał przeprowadził odprawę techniczną, przynajmniej starał się ją przeprowadzić ponieważ był skutecznie zagłuszany przez psy. Odprawa zakończona, czas na start. 3..2..1...START - poszły ekipy w las.


Wystartowaliśmy, (Ania z Markiem i Cahirem, Iza z Piorunem i Ja z Lupiem), cel pkt. 1 zlokalizowany nad jeziorem. Trasa prosta prowadząca po zielonym szlakiem pieszym, wiec nie było problemy ze znalezieniem pkt. Na tym odcinku Ania nadawała tempo, w przeciwieństwie do Lupusa, który odpalił opcję czyścimy jelita :) Jedynka zdobyta wracamy na główną drogę i kierujemy się w stronę 13. Po drodze skorygowałem trasę jednego z MID'owców, który miał źle zorientowaną mapę i chciał lecieć z nami całkiem niepotrzebnie. Pkt 13 zaliczony również w ekspresowym tempie. Na trasie spotkaliśmy wylegujące się w trawie 2 żubry, jeden szklany, drugi blaszany :) i zaczęliśmy zawiązywać więzy krwi z komarami. Po ścieżkach, których nie było na mapie i trochę na azymut dotarliśmy, raczej bezproblemowo do pkt. 9 i dalej na 7. Tempo mieliśmy bardzo dobre, ciągle spokojnym biegiem, poza podejściami, gdzie oszczędzaliśmy siły. Z 7 wystartowaliśmy na 3 i tutaj po drodze pech. Podkręciłem sobie kostkę :(, na jakimś korzeniu, o co nie trudno jak , już się ją miało kiedyś skręconą. Ale co zrobić, zacisnąć mocniej bucik i zęby i lecieć dalej. O dziwo nie było źle, nadal mogłem biec. Dopadliśmy pkt. 3 i jak do niego podchodziliśmy spotkaliśmy kilka ekip z MID'a i Fitness. Utwierdziło nas to tylko w przekonaniu, że idzie nam całkiem nieźle. To co ruszamy dalej i wyprzedzamy. Trasa między 3 a 6 była jak ruchliwa autostrada, ponieważ był to fragment trasy na którym mijały się ekipy w zależności od wybranego wariantu trasy. Spotkaliśmy tutaj ekipę psioka, przystanek alaska a zaraz za nimi ekipę Sfory na fitness, czyli Jacka, z debiutantem Rudym, i Gosię z Bafi. Pędzili, tak że liscie spadały z drzew, więc nie było czasu na pogaduszki. Niedaleko pkt. 6 spotkaliśmy jeszcze Zbyszka, który mimo nieprzespanej nocy ostro leciał do przodu. Relacja z Otomina na www.panhusky.pl. 6 zaliczona, czas na 4, która była nad wodą, miał to więc być pkt. z drobną przerwą regeneracyjną dla nasz i psiaków. Do Raduni dotarliśmy bez problemu, poza końcowym ostrym zejściem do wody. Po drobnej przerwie trzeba było podjąć decyzję czy lecimy wzdłuż wody - zielonym szlakiem, czy wdrapujemy się na górę i lecimy drogą. Wybraliśmy, złą opcję mimo ostrzeżeń Jacka, aby nie iść dołem. Zaczęliśmy przeprawę zielonym szlakiem, Ania o mało co nie straciła życia, po poślizgu na jednej ze skarp, co chwilę góra i dół i tak w kółko. Postanowiliśmy w końcu przebić się do góry na jakąś drogę. Po ostrym podejściu i niezłych krzaczorach udało się, ale gdzie dokładnie jesteśmy. Nasze przypuszczenia okazały się mylne, na szczęście koniec języka za przewodnika i naszą lokalizację zweryfikowaliśmy dzięki tubylcowi. Niestety na tym odcinku straciliśmy ok. 40 min i dodatkowo odezwała się stopa, i raczej nie było już mowy o dalszym biegu, przynajmniej dłuższych odcinkach. W tej sytuacji ruszyliśmy szybkim marszem dalej. Od 4 trasa już była prosta, jedynym minusem to zapadający zmrok. Wyciągamy więc latarki. Na szczęście zabrałem z domu dodatkową. Okazało się bowiem, jeszcze przed startem, że ani Ania z Markiem, ani Iza nie zabrali ze sobą sprzętu oświetleniowego :) Następnym razem trzeba będzie zrobić checklist'ę przed startem:) Z dwoma latarkami i diodą w telefonie (HTC 8 s - ma niezłą latareczkę ) maszerujemy dalej. Do przebycia 1/3 trasy, ale bez skomplikowanych pkt. Między pkt. 4 a 2 usłyszeliśmy Przytanek Alaka - chyba:), który zaczął wyć do księżyca. Niesamowite wrażenie. Jakby ktoś nie wiedział, że w Otominie odbywają się psie zawody, to mógłby nabrać niezłego przyśpieszenia lub marzyć o pojemnym pampersie:) W okolicy pk. 10 mijalismy dom mojego szefa Macieja Kosycarza, gdzie odbywała się huczna impreza z okazji imienin Hani. Mieliśmy zaproszenie, ale było już cienko i nie skorzystaliśmy - ale bardzo dziękujemy. Z braku światła z 10 do 11 udaliśmy się okrężną, główną drogą, przez co też straciliśmy trochę czasu, ale była to pewniejsza trasa. 11, 8 i 12 już po prostym. Na metę dotarliśmy po 5 h., gdzie czekały już na nasz Jacek z Gosią z przygotowany posiłkiem regeneracyjnym - tzn. upieczonymi na ognisku kiełbaskami. Po odzyskaniu sił przyszedł czas na dekoracje. Z tego wydarzenia - relacja zdjęciowa.



 Lupus olał 1 miejsce :)

Puchary wręczone, pogaduchy przy ognisku zaliczone, czas się zbierać. Ale jak zmieścić 5 psów i 6 osób do Skody + jeszcze wszystkie bagaże - a było ich sporo. No nic tylko trzeba było zrobić 2 kursy. Generalnie w domu byłem ok. 02:00. 

Zawody w Otominie należy zaliczyć do udanych. Dziewczyny zajęły na Longu 1, 2 miejsce, ja 2. Jacek z Gosią 4 na fitness. 

NA KOŃCU, ALE WIELKIMI LITERAMI DZIĘKUJEMY ORGANIZATOROM ZA KOLEJNE WSPANIALE PRZYGOTOWANE ZAWODY W RAMACH POMORSKIEGO PUCHARU. Z NIECIERPLIWOŚCIĄ CZEKAMY NA ZAWODY W KOŚCIERZYNIE.

wtorek, 23 lipca 2013

PREDOGTREKKING W OTOMINIE

W sobotę mieliśmy możliwość zapoznać się z terenem najbliższych zawodów Pomorskiego Pucharu Dogtrekkingu. które odbędą się w Otominie. Wszystko za sprawą Zbyszka Skupińskiego, który przygotował nam 2 trasy do ... 2 trasy, dwie ekipy. 1 mniejsza, mobilniejsza - biegowa pod okiem Zbyszka poleciała na trasę 20 km, rozstawiając po drodze pkt. dla nas. Nas, czyli grupy spacerowej, pod okiem Moniki. Przejście 10 km zajęło nam może więcej czasu, niż grupie biegowej przebiegnięcie 20, ale na pewno nie byliśmy głodni. Po drodze ogołociliśmy - głównie dzieciaki - krzaki z jagodami i malinami.



To był wspaniały pomysł na spędzenie sobotniego przedpołudnia.

Zbyszku WIELKIE DZIĘKI

Linki do:

1. moja relacja zdjęciowa ze spaceru

2. relacja Zbyszka z predogtrekkingu w Otominie

wtorek, 16 lipca 2013

DO AS I DO

  Nie cały miesiąc temu 29-30.06.2013r. w Warszawie odbył się Trening naśladowania DO AS I DO organizowany przez Fundację Psia Wachta. Było to seminarium z elementami praktycznymi, które poprowadziła doktorantka uniwersytetu im. Loránda Eötvösa w Budapeszcie - Claudia Fugazza, która pokazała nową metodę szkoleniową opartą o uczenie się społeczne. 
  Uczenie się społeczne oznacza naukę nowego zachowania poprzez obserwację innych osobników. Najnowsze badania etologiczne odkryły społeczne zdolności poznawcze psów i wykazały, że zwierzęta te są zadziwiająco predysponowane do uczenia się społecznego od ludzi. 
   DO AS I DO jest nową metodą szkoleniową opartą na zdolnościach poznawczych psów, w szczególności na ich umiejętności naśladowania. Dzięki tej metodzie psy uczą się nowych zachowań obserwując i naśladując swoich właścicieli. Pierwszy dzień zaczął się od omówienia zachowań u psów(typowe dla gatunku, indywidualne oraz uczenie się społeczne), zostały poruszone jeszcze pojęcia takie jak kultura, konwergencja, naśladownictwo funkcjonalne. Claudia pokazywała mnóstwo przykładów doświadczeń z wilkami, szympansem oraz doświadczenie z płotem. Następnie opowiedziała historię DO AS I DO…. Sama Claudia przyznała, że nie wymyśliła tej metody, wymyślono ją w latach 50 ubiegłego wieku, a zaintrygowana tą metodą, zaczęła ją praktykować. Dostała również grant z uczelni! 
   Przechodząc do sedna… Protokół DO AS I DO składa się z 3 FAZ: z nauki zasady naśladowania, generalizacji zasady naśladowania oraz nauki nowych zachowań za pomocą zasady naśladowania. Nowe zachowania możemy podzielić na proste czyli wskoczenie na krzesło, zapalenie światła, złożone otworzenie szafki czy drzwi, oraz sekwencja(najtrudniejsza dla psów) wejście na krzesło i zapalenie światła, otwarcie szafki i wyjęcie butelki. Myślicie, że to nie możliwe?? Sami zobaczcie. 
   Claudia zaczyna od zachowań prostych i kończy na sekwencji!  


czwartek, 4 lipca 2013

POMORZE BIEGA 04.07.2013

Wczoraj wieczorem piwko, dzisiaj wieczorem Pomorze Biega. Jak zawsze fajnie i zdrowo. Grupa mniejsza, ponieważ, część osób chyba przestraszyła się deszczu. Niepotrzebnie .


wtorek, 2 lipca 2013

PAWEŁ MARCINKO: TRENING POMORZE BIEGA 02.07.2013

PAWEŁ MARCINKO: TRENING POMORZE BIEGA 02.07.2013: Dzisiaj biegaliśmy w nowej lokalizacji, w oliwskich lasach. Mimo, że o 19:00 jeszcze lało na treningu pojawiło się wiele osób. A było też ki...

PELPLIN - WYNIKI

Wyniki zawodów PPD i PLD w Pelplinie 29.06.2013

Kat. Rodzinna - Fitness

2 miejsce - Andrzej z Tymonem i Nirą - czas: 1:27 i 450pkt
13 miejsce - Kamilla z Amelką i Kiką - czas 2:31 i 320pkt
14 miejsce - Aleksandra z Markiem i Lupusem - czas 2:32 i 315pkt

Kat. Long - mężczyzn

2 miejsce - Paweł z Piorunem - czas: 4:17 i 900pkt


W sumie SFORA SUCHANINO zdobyła na zawodach w Pelplinie 1985 pkt i zajęła drużynowo 3 miejsce

GRATULACJE DLA WSZYSTKICH UCZESTNIKÓW


poniedziałek, 1 lipca 2013

PELPLIN - RELACJA Z ZAWODÓW. 7 MINUT I POKRZYWY

29 czerwca 2013 kolejne zawody Polskiej Ligi Dogtrekkingu i Pomorskiego Pucharu Dogtrekkingu. Jedziemy do Pelplina. Obawy przed startem są, bo oglądałem film nagrany przez Zbyszka z rozstawiania punktów :) Będzie wesoło. 
Razem z rodzinką zapakowaliśmy się w Gdańsku do samochodu Lupus tez na pokładzie, bez niego to nie dogtrekking, po drodze zgarnęliśmy Pioruna, z którym miałem wystartować pod nieobecność Izy. 
Dojechaliśmy "piorunem" :), więc pod Biedronką w Pelplinie mieliśmy cały parking dla siebie. Czasu też było sporo, postanowiliśmy więc zwiedzić Pelplin.  
Na przodzie Marek, a za nim my: Ola z Lupkiem i Ja z Piorunem, maszerowaliśmy w kierunku Zajazdu "SOLECKIEGO" na deser (lody) przed startem. Spacerując wzbudzaliśmy olbrzymie zainteresowanie naszymi wspaniałymi psami. Po dojściu do zajazdu okazało się, że nie będzie nam dane zjeść deseru, ponieważ w zajeździe organizowana był 18-tka. Trudno wracamy, po drodze mijaliśmy cukiernie, więc tam zajdziemy. Zdobyliśmy też uznanie w oczach mieszkańców Pelplina, kiedy Marek posprzątał po Lupusie:) Tubylec powiedział: - Możecie być wzorem dla właścicieli psów w Pelplinie. Po drodze rozmową zabawił nas inny mieszkaniec, który nic nie wiedział o zawodach w Pelplinie. Dotarliśmy do cukierni. Zalięliśmy stolik, zamówiliśmy lody dla Marka, a Ola i ja spróbowaliśmy wspaniałych wypieków, szarlotki na ciepło i sernika domowego - PALCE LIZAĆ !!!
Czas na reklamę:
Cukiernia K.Ratz, Pelplin, ul. A. Mickiewicza 13  - SFORA SUCHANINO POLECA
fot. Aleksandra Marcinko
Psiakom też serniczek smakował.

Siedząc widzieliśmy kolejnych zawodników udających się na miejsce startu. Pojawiła się też Kamilla z Amelką i Maćkiem i Kiką oczywiście. 
Spojrzenie na zegarek, zbliża się 16:00 a Long miał wystartować 1 h wcześniej. Więc idziemy. Na miejscu okazał się, że biuro zawodów jeszcze w powijakach, więc wcześniejszego startu nie będzie. O to wrócę z LONG'a w ciemnościach :)

Tak, czy siak należy się przygotować. Poprzebieraliśmy się w stroje firmowe, plecami spakowane. Część zawodników przeprowadzała rozgrzewkę, lub trenowała przed castingiem do kolejnego BATMAN'a
fot. Anna Michalska

Czas się odprawić. I tu sprawa załatwiona "pędzikiem" ale co to, mapa bez punktów i nagle poruszenie i zamieszanie. Zbyszek rozwiesił mapę z punktami na dmuchanej bramce startowej. Mapa przerysowana, idziemy do samochodu zweryfikować, czy wszyscy mają punkty we właściwych miejscach i wyznaczyć trasę.

fot. Anna Michalska
Jeszcze szybka odprawa na której Zbyszek postraszył nas trochę :)
fot. zakładam, że Monika Skupińska

Zbliża się 17:30, plan opracowany, plecak z latarką i wodą jest, przekąska jest, kompas jest, jakiś cieplejszy męski  fatałaszek jest,  Piorun skoncentrowany. Idziemy na start.

Iiiiiiiiii ruszamy. Na potrzeby fotograficzne pobiegłem prosto. 
fot. Anna Michalska
 fot. Zbigniew Skupiński
fot. Anna Michalska
Fotoreporterzy zadowoleni, więc dobijamy w lewo w kierunku Biedronki. Dalej przez Osiedle Młodych i mamy obwodnicę Pelplina, a za nią pierwszy punkt przy przepompowni. Docieramy na miejsce, na szczęście z przodu peletonu, bo do mazaczka kolejka jak za bananami w PRL'u. Podpisany lecimy dalej. Do kolejnego długa prosta przez przez łąki prze pola. Zaczął się las więc z Piorunem odbiliśmy w lewo i docieramy do kolejnego punktu. Ale chwila przy punkcie jest woda. A wiadomo, że woda przyciąga Pioruny. Mamy więc 1 pit-stop. Podwozie wymyte ruszamy dalej, trochę przyspieszamy, bo trzeba nadrobić . Lecimy przez polanę do pkt. 5, a tam już pierwsza grupa wypada z  Andrzejem, Tymonem i Nirą w środku stawki. Punkt zaliczony lecimy dalej. Zamiast ścieżką wybraliśmy, dogoniłem Andrzeja i Tymona, przejście wzdłuż rzeki, co się opłaciło ponieważ znaleźliśmy dogodne miejsce do przeprawy prze "bagienko i blotko". Z tego, co wiem i widziałem nie wszystkim się poszczęściło. 5 zaliczona. Teraz 6 i 7. Po drodze rozstajemy się a Andrzejem, który z synem wybrał trasę przez 4. Po drodze mijam ekipę blue t-shirts, czyli Dogosfore, dopadam 6, do 7 rzut beretem. Tu spotkanie z Ozyrysem i "wypożyczonym" maszerem z rodziną. Do 4 też nie daleko, po drodze kolejne spotkanie z Andrzejem. Jest i 4. Krótka przebieżka i jesteśmy w okolicy 8 pkt. Tu spotykamy tubylca, który woła - Z psami pobiegli prosto. 
To śmigamy, po drodze spotkanie z spotkanie z zawodniczką z MID'a i górka - nietypowe ukształtowanie terenu dla tej mapy, ale wypatrzone przez Zbyszka. 8 zapisane na mapie lecimy dalej.
To był początek samotnego biegu z Piorunem i walka z własnymi słabościami i postawionym celem. Dać radę w 4 h. Jak na razie wszytko szło/biegło zgodnie z planem, punkty planowo zaliczone. Kolejny cel 12, odnaleziona bez problemu, a pilnowana była przez parkę zakochanych. Miał kto mi zdjęcie zrobić - ale nie wyszło :) Po 12 była 14 i to był chyba najdłuższy odcinek miedzy punktami. Pot się leje z czoła, ale lecimy. Dopadam do 14 chcę ją podbić i .... - O w mordę, zajebiście. Pot rozmył zapisane na mapie zdobyte pkt. Zostały kolorowe plamki i resztki zapisu. No dobra, poza zapisem, zacząłem robić zdjęcia pkt. - tak na wszelki wypadek. Chwila odpoczynku, telefon do rodziny z pytaniem, jak im idzie. Sam pełen optymizmu mówię, że w takim tempie to ja niedługo będę na mecie. Po 14, 15 i 16 szybko zaliczone. Przy 16 stoję i mówię sobie - to musi być tutaj, ale gdzie pkt. Jak to gdzie - za tobą ty ślepowronie:) Na tapecie 9. Zbyszek mówił, że z tym pkt jest coś nie tak, więc tak się do niego zabrałem. Ale udało się go ekspresowo znaleźć, jedynym mankamentem była armia komarów, która chciała zawrzeć ze mną "pakt krwi", co bez mojej zgody  i ochoty oczywiście uczyniła. Piorun zaliczył przy 9 ekspresowe spa, uzupełnił płyny - lecimy dalej. I zaczęło się droga przez mękę, stracone 7 min:), masakra. 
Wychodząc z 9 w kierunku mostu, popełniłem błąd nawigacyjny. Nie pytajcie jak i dlaczego, ale poszedłem na wschód zamiast na południe i do tego na szagę. Wpakowałem się w mega bagno i pole największą plantację pokrzyw jaką w życiu widziałem. Zamiast zawrócić parłem do przodu, co chwilę but zostawał w błocie, a o kuracji antyreumatycznej nie wspomnę, tzn. wspomnę ale na końcu.  Kierowany instynktem przetrwania, a nie rozumem:) parłem dalej i dalej i dopadłem dukt. Ok - o droga do rzeki i mostu. Jak się myliłem. Biegnę i nic się nie zgadza. Telefon, dzwoni Ola. - Kiedy będziesz. - Niedługo :) idę do mostu. - My jesteśmy już na mecie i na Ciebie czekamy. -Super ... . Ja tu gadu-gadu, a na horyzoncie zbliża się człowiek, anawet dwa człowieki z psami. Magda z Kraksą i Żubrem i Pamela z Dimo. Jak powiedziały, że idą od 12, rozwiały wszystkie wątpliwości co do mojego położenia tego na mapie i nie tylko. Zmarnowany kawał czasu i kawał drogi nadłożony. Ale nie ma tu tamto - lecimy. Szybki posiłek regeneracyjny, dodał energii. Na mapie już się wszystko zgadza:) Jest i most. Za mostkiem dobra droga, zachodzące słoneczko. Wszystko pięknie. Zgodnie z zaplanowana trasa powinienem odbić w lewo do strumyka. Strumyk, wg. informacji kolegi fotoreportera z Pelplina do przeskoczenia. Super. Na drodze pole, rośnie zboże, poczekam  aż nie będzie mnie widać z domu. Po drodze zobaczyłem ślad innej odważnej osoby która postanowiła się tedy przebijać. Co robimy z Piorunem. Lecimy. Buszujący w zbożu zaliczeni wypadamy na łąkę, a tam spaceruje dopalasz. Sarenka. Cel namierzony - Piorun odpalony. Lecę bo chcę, a raczej nie mam wyboru. Na szczęście zwierzyna wpada w kamuflaż i doprowadziliśmy się do porządku. Dochodzimy do strumyczka,  ładny mi strumyczek i bynajmniej nie płynie z wolna. Zanim podjąłem decyzję, a raczej ją zaakceptowałem Piorun już pływał. Postanowiłem więc sprawdzić recenzję moich butów do biegania w terenie i czy rzeczywiście dobrze odprowadzają wodę. Odprowadzają dobrze. Wdrapałem się na drugi brzeg i załamka. Kolej pole,  nie wiem co to było, ale bez maczety nie podchodź. Ale co my nie damy rady, pewnie że damy. Piorun naprzód. (tu jakaś kilkunasto minutowa część trasy, która nie przeszła cenzury). Daliśmy radę, wypadliśmy na łąkę idąc pseudo ścieżką. Po drodze kolejną wodną przeprawę, mniej przyjemną niż w strumieniu. Ale Piorun był szczęśliwy. I dopadliśmy właściwą drogę do 10. Punkt zaliczony i  został ostatni 11. Zdobyty pędzikiem. W oddali słychać już młodzieżową imprezę religijną pod katedrą. Jeszcze w miarę jasno, latarki nie potrzeba - więc jest sukces. Czas też całkiem niezły. Przy obwodnicy mięśnie już poczuły, że zbliża się koniec i zaczął mnie łapać skurcz. Awaria na szczęście szybko zażegnana dzięki kilku ćwiczeniom. 

Jest meta. Dotarliśmy. 
fot. Zbigniew Skupiński

Przywitało mnie hasło: "Zawsze drugi". Przyzwyczajony :), pogodziłem się szybko, ale potem cios, ale            i sukces. - Zabrakło ci 7 min - mówi Grzegorz. 

 fot. Zbigniew Skupiński
fot. Zbigniew Skupiński
7 MINUT - wiedziałem, gdzie je straciłem.

Ogólnie trasa ok. 28 km - 4:17 - życiowy sukces.



Marek wrócił do domu z Amelką i jej rodzicami, na mnie czekała Ola. Po szybkim ogarnięciu wróciliśmy do domu, oddaliśmy Pioruna. I ...

I rozpoczął się ostatni akt dramatu. Po kąpieli, kiedy chciałem położyć się spać przypomniała o sobie kuracja antyreumatyczna. Poparzone przez pokrzywy nogi nie pozwoliły zasnąć, i miotałem się z lewej na prawą, do łazienki, do pokoju. Fenistil nie pomagał. Z pomocą ok 4:00 nad ranem, kiedy na AXN wystartował program promocyjny, przyszedł doktor Google. Ukojeniem okazały się kompresy z rozpuszczonej w wodzie sodzie oczyszczonej. POLECAM DZIAŁA. Padłem gdzieś w okolicy 6, a przed 9 pobudka. 

Podsumowując 
Plan prawie zrealizowany. Standardowo zawsze drugi - zaliczone, czas okolice 4 godz. zaliczone.

Czekam już na następną imprezę. 
WIELKIE DZIĘKI DLA ORGANIZATORÓW za kolejną rewelacyjnie przygotowane zawody i miłą atmosferę.ZBYSZKU, SPECJALNE PODZIĘKOWANIA DLA CIEBIE, za przygotowaną trasę, mogłem na niej, jako początkujący biegacz powalczyć ze swoimi słabościami. WIELKIE DZIĘKI I BUZIAKI DLA MOJEJ RODZINKI OLI I MARKA, którzy wystartowali z Lupusem w kat. rodzinnej. PODZIĘKOWANIA DLA POZOSTAŁYCH DRUŻYN SFORY SUCHANINO ( KAMILLI I AMELKI oraz ANDRZEJA I TYMONA) i dla MAĆKA, który wspierał nas duchem zwiedzając okolicę na rowerze. 

W TYCH ZAWODACH SFORA SUCHANINO PROPAGOWAŁA DOGTREKKING WŚRÓD DZIECI. W KAT. RODZINNEJ WYSTARTOWAŁY 3 DRUŻYNY I W KAŻDEJ BYŁ JUNIOR / JUNIORKA. 
 Kamilla i Amelka z Kiką
fot. Zbigniew Skupiński 
 Andrzej z Tymonem i Nirą
fot. Anna Michalska 
Ola z Markiem i Lupusem
fot. Anna Michalska

Paweł Marcinko