Zdjęciowa relacja z zawodów dogtrekkingowych w Kościerzynie.
Relacja zdjęciowa z zawodów
poniedziałek, 19 sierpnia 2013
DOGTREKKING KOŚCIERZYNA - WYNIKU
Na stronie Pomorskiego Puchar Dogtrekkingu pojawiły się już wyniki sobotnich zawodów. Zachęcam do lektury.
2013.08.17 Kościerzyna
2013.08.17 Kościerzyna
piątek, 16 sierpnia 2013
POMORSKI PUCHAR DOGTREKKINGU - OTOMIN 2013
Kwadrans po 18 wystartowali na trasę FITNESS Gosia z Bafi i Jacek z Rudym. Udaliśmy się na się punkt nr 2 przez Sulmin. Był to trudny kawałek trasy, gdyż szliśmy w pełnym słońcu. Doszliśmy do 2. Szybko natrafiliśmy na 4 i dalej do 5. Stwierdziliśmy, że trasa wzdłuż rzeki będzie krótsza, ale co potem się okazało nie najłatwiejsza. Był to najcięższy odcinek, głównie przez te strome skarpy tuż przy rzece. Bafi tak bardzo chciała wejść do wody, że nagle odbiła w bok i znalazła się w wodzie, chciała płynąć wgłąb rzeki, ale Gosia szybko ją wyciągnęła i ruszyły dalej. Dobrnęliśmy do 5. Idziemy prosto do 3. Mijamy Lublewo, kilka saren - które bardzo podobały się Rudemu i kilka wiewiórek. Wyprzedziliśmy jeszcze kilka osób i mamy 3. Potem czarnym szlakiem do 1. Tam straciliśmy dobre 15-20min, ponieważ nie mogliśmy znaleźć punktu. Na szczęście pomógł nam pan z Przystanku Alaska i po chwili też go spisaliśmy. Zostało ostatnie 1,5 km do mety i znów idziemy przez Sulmin. Na mecie dowiedzieliśmy się, że zajęliśmy miejsca kolejno 4, 5 <Gosia, Jacek>. Potem zostało nam czekanie przy ognisku na resztę naszej drużyny.
PRZYPUST - WAGANIEC - RELACJA Z TRASY FITNESS
Wystartowaliśmy w składzie: Dominika z Orientem, Gosia z Bafi i Jacek z Rudym.
Postanowiliśmy ruszyć od razu na wschód do punktu nr 4. Nie byliśmy jedynymi, którzy wybrali tą drogę. Chodziliśmy przez krzaki, pokrzywy, potem wyszliśmy na jakieś suche pole, następnie odbiliśmy od grupy i zeszliśmy, a w zasadzie ześlizgneliśmy się w dół do niewielkiej, lecz jak później się okazało dość głębokiej rzeczki. Musieliśmy przejść, a psy przepłynąć tę rzekę. Woda sięgała nam do pasa, lecz dawała przyjemny chłód dla naszych poparzonych od pokrzyw nóg. Potem czas na wspinaczkę w górę. Jacek z Rudym pierwsi dostali się na górę. Gosia z Dominiką kilka razy się poślizgnęły zanim weszły do góry. Jeszcze naście metrów i jest mamy czwórkę. Lecimy szybciutko na 5. Minęliśmy Mień, a 5 nie ma. Przez chwilę nie mogliśmy się znaleźć na mapie, później poszliśmy w złą stronę i musieliśmy się wracać, ale przynajmniej znaleźliśmy 5.
Na trójkę natrafiliśmy bez problemu i zostało ostatnie 1500m do mety <miejsca skąd odpływa prom>. Pokonaliśmy je biegiem, kiedy ukończyliśmy bieg okazało się, że mamy po kolei 4, 5, 6 miejsce <Jacek, Gosia, Dominika>. Potem Dominika pojechała do domu , a my czekaliśmy na resztę naszej drużyny wracającej z LONG'a.
Autor:Gosia
Postanowiliśmy ruszyć od razu na wschód do punktu nr 4. Nie byliśmy jedynymi, którzy wybrali tą drogę. Chodziliśmy przez krzaki, pokrzywy, potem wyszliśmy na jakieś suche pole, następnie odbiliśmy od grupy i zeszliśmy, a w zasadzie ześlizgneliśmy się w dół do niewielkiej, lecz jak później się okazało dość głębokiej rzeczki. Musieliśmy przejść, a psy przepłynąć tę rzekę. Woda sięgała nam do pasa, lecz dawała przyjemny chłód dla naszych poparzonych od pokrzyw nóg. Potem czas na wspinaczkę w górę. Jacek z Rudym pierwsi dostali się na górę. Gosia z Dominiką kilka razy się poślizgnęły zanim weszły do góry. Jeszcze naście metrów i jest mamy czwórkę. Lecimy szybciutko na 5. Minęliśmy Mień, a 5 nie ma. Przez chwilę nie mogliśmy się znaleźć na mapie, później poszliśmy w złą stronę i musieliśmy się wracać, ale przynajmniej znaleźliśmy 5.
Na trójkę natrafiliśmy bez problemu i zostało ostatnie 1500m do mety <miejsca skąd odpływa prom>. Pokonaliśmy je biegiem, kiedy ukończyliśmy bieg okazało się, że mamy po kolei 4, 5, 6 miejsce <Jacek, Gosia, Dominika>. Potem Dominika pojechała do domu , a my czekaliśmy na resztę naszej drużyny wracającej z LONG'a.
czwartek, 8 sierpnia 2013
SFORA LEGALNIE NA PLAŻY
Od kilku dni sopocka plaża po godz. 18:00 jest otwarta dla psów. Postanowiliśmy to sprawdzić. Jak się okazało plażowanie z psem cieszy się ogromnym zainteresowaniem. Od godz. 18:00 na wyznaczonym odcinku sopockiej plaży (wejścia 43 do 45) pojawia się wielu właścicieli czworonogów, które stają się atrakcją dla spacerujących plażowiczów. Dodatkowa informacja dla przeciwników takiej inicjatywy - na plaży jest czysto, co świadczy o odpowiedzialności właścicieli.
Pozdrowienia dla WŁADZ SOPOTU - ŚWIETNY POMYSŁ !!!
Szczególnie dla Prezydenta Jacka Karnowskiego, którego potkaliśmy z psem na plaży
a WŁADZE GDAŃSKA - DO ROBOTY, tylko w Gdańsku nie można z psem wychodzić na plażę.
Pozdrowienia dla WŁADZ SOPOTU - ŚWIETNY POMYSŁ !!!
Szczególnie dla Prezydenta Jacka Karnowskiego, którego potkaliśmy z psem na plaży
a WŁADZE GDAŃSKA - DO ROBOTY, tylko w Gdańsku nie można z psem wychodzić na plażę.
wtorek, 6 sierpnia 2013
RELACJA Z PLD W WAGAŃCU - PRZYPUŚCIE 03.08.2013
Kolejne zawody Polskiej Ligi Dogtrekkingu odbyły się w Przypuście nad Wisłą. Wyjazd potraktowaliśmy jako wakacyjny weekendowy wypad za miasto i naszą wyprawę rozpoczęliśmy już w piątek. W składzie Ola, Kamilla, Amelka, Marek, Maciek i Paweł z psiakami Kiką i Lupusem dotarliśmy do zarezerwowanego wcześniej noclegu w gospodarstwie agroturystycznym "Nad Wisłą". Wcześniejsza rezerwacja okazała się strzałem w 10, ponieważ chętnych na nocleg było więcej w późniejszym terminie.
Następnego dnia dotarła pozostała część Sfory. Debiutująca Dominika z Orientem, Iza z Piorunem, Gosia z Bafi oraz Jacek z Rudym, a to oznaczało, że na zawody w Przypuście wystawiliśmy pokaźną 7 drużynową ekipę.
Start i meta zawodów zlokalizowane były przy zabytkowym kościółku w Przypuście z 1321 r. Tutaj wszyscy zawodnicy otrzymywali mapy, samodzielnie nanosili punkty kontrolne, planowali trasę. Na szczęście kościół, jak i okoliczne drzewa zapewniały dużo cienia, co umilało czas przed startem w ten upalny, słoneczny dzień. Start zawodów przewidziany był na godz. 12:00, co spowodowane było koniecznością przeprawienia się prze Wisłę, a ostatni kurs prom robił o godz. 18:00. Musieliśmy więc do tego czasu zdążyć przebyć całą trasę.
SFORA przed startem
O godz. 12:00 wystartowaliśmy na dwa pierwsze rozruchowo - honorowe pkt. Pierwszy zlokalizowany był niedaleko kościoła przy kapliczce, kolejny na promie w Nieszawie. Nad Wisłą zarówno zawodnicy jaki i psiaki mogły skorzystać z chłodzenia w Wiśle. Kiedy wszyscy zawodnicy przeprawili się na drugą stronę rzeki Grzegorz wystartował zawody.
I wystartowaliśmy. Połowa zawodników poleciała na PN w kierunku pkt. 4. Razem z Izą trzymaliśmy się pod koniec stawki, w końcu startowaliśmy na longu, a to nie sprint. Przed nami ze Sfory pobiegli Jacek z Dominiką i Gosią. Ścieżka, którą biegliśmy na początku zamieniła się skoszone pole. Przez pole dotarliśmy do okolic rzeczki i zaczęła się przeprawa. Wszyscy wpadli w chaszcze, błoto i pokrzywy. Po doświadczeniach w Pelplinie powiedziałem Izie, że tędy nie idziemy. Poszukaliśmy lepszej przeprawy, bliżej Wisły. Jak się później okazało był to dobry wybór. Oczywiście przeprawiając się zapadaliśmy się piasku i mule, ale nie było tylu pokrzyw i po wyjściu z wody i wdrapaniu się na skarpę prawie zaraz mieliśmy kolejne pole. Na 4 pkt. dotarliśmy jako jedna z pierwszych ekip. Jak się dowiedzieliśmy później Jacek, Dominika i Gosia dotarli tam po nas. Z 4 udaliśmy się w kierunku wsch. do ptk. 6. Słońce paliło, więc poruszaliśmy się szybkim marszem lub truchtem, kiedy byliśmy w cieniu. 6 złapaliśmy bez problemu, kolejny kierunek pkt. 7. Tutaj też szło całkiem nieźle, ale niestety samej 7, jak się okazało nie było. A szukaliśmy jej jakieś 40 min. krążąc po okolicy w ponad 10 osobowej grupie. W końcu Michał podjął decyzję: Punktu nie ma, idziemy dalej. Tak też zrobiliśmy i razem Anią i Olkiem z trasy MID rodzinny ruszyliśmy w kierunku 8. Problem był trochę na początku, ponieważ podczas szukania 7 wyszliśmy poza mapę i należało się ogarnąć. Ale udało się i weszliśmy na szlak, dotarliśmy do pkt. 8. Dalej do głównej drogi i do pkt. 5 w okolicy Mienia. Przeprawa przez most, a dokładnie przeprawa po starych drewnianych drzwiach i jest pkt. 5 Na szczęście nad strumieniem, więc trochę czasu spędziliśmy na operacji chłodzenia - a żar się z nieba lał cały czas. Koniec tego dobrego, lecimy dalej. Lecimy i zostawiamy ślady - uwaga w asfalcie, to dowód na to jak było upalnie. Szybko dotarliśmy do pkt. 3, który zlokalizowany był przy kapliczce, rozstanie z MID'owcami i odbijamy na wsch. i dalej już właściwą ścieżka na pd. Ścieżka ta wydawała się nie mieć końca, więc raz w akcie desperacji :) odbiliśmy na zach. ale od razu wróciliśmy. Po drodze spotkaliśmy jeszcze Michała z longa. Dotarliśmy do pkt. 10, gdzie Grzegorz przygotował dla nas baniak z wodą i miskę dla psiaków. Dalej już było masakrycznie. Głupota, ambicja ( tak Ola, napisałem ambicja) i upał odpaliły mi i wbrew wszystkim "znakom na niebie", uwagom Izy i zmylony linią wysokiego napięcia zamiast pójść na zach. naciągnąłem Izę i poszliśmy na pd. Nie będę pisał jaki byłem na siebie wściekły maszerując w tym ukropie. Dotarliśmy ostatecznie do pkt. 9, ale już go nie szukaliśmy ponieważ mieliśmy informację, po spotkaniu ze Zbyszkiem, że pkt. nie ma. Została już ostatnia prosta do mety. Nogi nie niosły, łapy Lupusa już też nie, ale doszliśmy. Czekali tam na nas Gosia i Jacek z psami. Na mecie zasłużone chłodzenie w Wiśle, a po przeprawie zrobiliśmy sobie kąpiel "w tej samej". Jak było cudownie, była to najlepsza nagroda po trasie. Po relaksacyjnym moczeniu w rzece udaliśmy się na metę do Przypustu. A po dekoracji był zasłużony grill party w pensjonacie "Nad Wisłą"
WIELKIE DZIĘKI AUTOROM ZDJĘĆ ZA MIŁĄ PAMIĄTKĘ Z ZAWODÓW
Grzegorz WIELKIE DZIĘKI za organizację, dzięki Tobie spędziłem bardzo fajny weekend w doborowym towarzystwie.
Paweł
Linki do kilku innych relacji:
http://runawaysportblog.wordpress.com - blog Łukasza Sądaja
http://www.panhusky.pl - blog Zbyszka Skupińskiego
Linki do kilku innych relacji:
http://runawaysportblog.wordpress.com - blog Łukasza Sądaja
http://www.panhusky.pl - blog Zbyszka Skupińskiego
piątek, 2 sierpnia 2013
POMORSKI PUCHAR DOGTREKKINGU W OTOMINIE - 27.07.2013
Relacja trochę spóźniona, ale trzeba ja napisać przed kolejnymi zawodami. Więc zaczynamy...., ale chyba od "więc" się nie zaczyna;) Trudno.
27 lipca zapowiadał się, że będzie słonecznym i ciepłym dniem. Taki tez był. Wymarzony dzień na plażing, smażing i relaksing, ale nie dla Sfory Suchanino, przynajmniej częściowo. Tego dnia Sfora startowała w kolejnych zawodach Pomorskiego Pucharu Dogtrekkingu, a terenem naszych zmagań był Otomin. Rzut beretem z Gdańska, więc nie było stresu, długiego dojazdu, itd...
Po szybkim pakowaniu pojechaliśmy z Lupkiem do Otomina przed godz. 15. W planach razem z resztą ekipy mieliśmy jeszcze drobny odpoczynek na łonie natury z opcją kąpieli w jeziorze. Plan zrealizowany w 100 %, wszyscy dzięki temu byliśmy zrelaksowani przed startem, a psy dobrze schłodzone. Cahir dodatkowo postanowił przygotować na drogę leśny kamuflaż lub postraszyć plażowiczów, ponieważ wypadł z wody udekorowany wodną roślinnością.
Czas na start. Czym bliżej godz. 18, tym na plaży robiło się "hau"aśliwiej, gdyż na zawodach stawiło się sporo drużyn. Odepraliśmy nasze pakiety startowe, i czym prędzej zabraliśmy się na ogarnięcie mapy i przygotowanie trasy - czyli kolorowe markery poszły w ruch:) Dzięki treningowi zorganizowanemu prze Zbyszka Skupińskiego tydzień wcześniej, i przejażdżce rowerowej byłem już trochę zapoznany z terenem i szlakami turystycznymi, które tamtędy biegną. Relacje z predogtrekkingu w Otominie: sforasuchanino.blogspot.com i panhusky.pl Po przywitaniu się z znajomymi i sprawdzeniu wszystkich "paszportów" przez psy w wersji z kłami lub merdającymi ogonkami Michał przeprowadził odprawę techniczną, przynajmniej starał się ją przeprowadzić ponieważ był skutecznie zagłuszany przez psy. Odprawa zakończona, czas na start. 3..2..1...START - poszły ekipy w las.
Wystartowaliśmy, (Ania z Markiem i Cahirem, Iza z Piorunem i Ja z Lupiem), cel pkt. 1 zlokalizowany nad jeziorem. Trasa prosta prowadząca po zielonym szlakiem pieszym, wiec nie było problemy ze znalezieniem pkt. Na tym odcinku Ania nadawała tempo, w przeciwieństwie do Lupusa, który odpalił opcję czyścimy jelita :) Jedynka zdobyta wracamy na główną drogę i kierujemy się w stronę 13. Po drodze skorygowałem trasę jednego z MID'owców, który miał źle zorientowaną mapę i chciał lecieć z nami całkiem niepotrzebnie. Pkt 13 zaliczony również w ekspresowym tempie. Na trasie spotkaliśmy wylegujące się w trawie 2 żubry, jeden szklany, drugi blaszany :) i zaczęliśmy zawiązywać więzy krwi z komarami. Po ścieżkach, których nie było na mapie i trochę na azymut dotarliśmy, raczej bezproblemowo do pkt. 9 i dalej na 7. Tempo mieliśmy bardzo dobre, ciągle spokojnym biegiem, poza podejściami, gdzie oszczędzaliśmy siły. Z 7 wystartowaliśmy na 3 i tutaj po drodze pech. Podkręciłem sobie kostkę :(, na jakimś korzeniu, o co nie trudno jak , już się ją miało kiedyś skręconą. Ale co zrobić, zacisnąć mocniej bucik i zęby i lecieć dalej. O dziwo nie było źle, nadal mogłem biec. Dopadliśmy pkt. 3 i jak do niego podchodziliśmy spotkaliśmy kilka ekip z MID'a i Fitness. Utwierdziło nas to tylko w przekonaniu, że idzie nam całkiem nieźle. To co ruszamy dalej i wyprzedzamy. Trasa między 3 a 6 była jak ruchliwa autostrada, ponieważ był to fragment trasy na którym mijały się ekipy w zależności od wybranego wariantu trasy. Spotkaliśmy tutaj ekipę psioka, przystanek alaska a zaraz za nimi ekipę Sfory na fitness, czyli Jacka, z debiutantem Rudym, i Gosię z Bafi. Pędzili, tak że liscie spadały z drzew, więc nie było czasu na pogaduszki. Niedaleko pkt. 6 spotkaliśmy jeszcze Zbyszka, który mimo nieprzespanej nocy ostro leciał do przodu. Relacja z Otomina na www.panhusky.pl. 6 zaliczona, czas na 4, która była nad wodą, miał to więc być pkt. z drobną przerwą regeneracyjną dla nasz i psiaków. Do Raduni dotarliśmy bez problemu, poza końcowym ostrym zejściem do wody. Po drobnej przerwie trzeba było podjąć decyzję czy lecimy wzdłuż wody - zielonym szlakiem, czy wdrapujemy się na górę i lecimy drogą. Wybraliśmy, złą opcję mimo ostrzeżeń Jacka, aby nie iść dołem. Zaczęliśmy przeprawę zielonym szlakiem, Ania o mało co nie straciła życia, po poślizgu na jednej ze skarp, co chwilę góra i dół i tak w kółko. Postanowiliśmy w końcu przebić się do góry na jakąś drogę. Po ostrym podejściu i niezłych krzaczorach udało się, ale gdzie dokładnie jesteśmy. Nasze przypuszczenia okazały się mylne, na szczęście koniec języka za przewodnika i naszą lokalizację zweryfikowaliśmy dzięki tubylcowi. Niestety na tym odcinku straciliśmy ok. 40 min i dodatkowo odezwała się stopa, i raczej nie było już mowy o dalszym biegu, przynajmniej dłuższych odcinkach. W tej sytuacji ruszyliśmy szybkim marszem dalej. Od 4 trasa już była prosta, jedynym minusem to zapadający zmrok. Wyciągamy więc latarki. Na szczęście zabrałem z domu dodatkową. Okazało się bowiem, jeszcze przed startem, że ani Ania z Markiem, ani Iza nie zabrali ze sobą sprzętu oświetleniowego :) Następnym razem trzeba będzie zrobić checklist'ę przed startem:) Z dwoma latarkami i diodą w telefonie (HTC 8 s - ma niezłą latareczkę ) maszerujemy dalej. Do przebycia 1/3 trasy, ale bez skomplikowanych pkt. Między pkt. 4 a 2 usłyszeliśmy Przytanek Alaka - chyba:), który zaczął wyć do księżyca. Niesamowite wrażenie. Jakby ktoś nie wiedział, że w Otominie odbywają się psie zawody, to mógłby nabrać niezłego przyśpieszenia lub marzyć o pojemnym pampersie:) W okolicy pk. 10 mijalismy dom mojego szefa Macieja Kosycarza, gdzie odbywała się huczna impreza z okazji imienin Hani. Mieliśmy zaproszenie, ale było już cienko i nie skorzystaliśmy - ale bardzo dziękujemy. Z braku światła z 10 do 11 udaliśmy się okrężną, główną drogą, przez co też straciliśmy trochę czasu, ale była to pewniejsza trasa. 11, 8 i 12 już po prostym. Na metę dotarliśmy po 5 h., gdzie czekały już na nasz Jacek z Gosią z przygotowany posiłkiem regeneracyjnym - tzn. upieczonymi na ognisku kiełbaskami. Po odzyskaniu sił przyszedł czas na dekoracje. Z tego wydarzenia - relacja zdjęciowa.
Lupus olał 1 miejsce :)
Puchary wręczone, pogaduchy przy ognisku zaliczone, czas się zbierać. Ale jak zmieścić 5 psów i 6 osób do Skody + jeszcze wszystkie bagaże - a było ich sporo. No nic tylko trzeba było zrobić 2 kursy. Generalnie w domu byłem ok. 02:00.
Zawody w Otominie należy zaliczyć do udanych. Dziewczyny zajęły na Longu 1, 2 miejsce, ja 2. Jacek z Gosią 4 na fitness.
NA KOŃCU, ALE WIELKIMI LITERAMI DZIĘKUJEMY ORGANIZATOROM ZA KOLEJNE WSPANIALE PRZYGOTOWANE ZAWODY W RAMACH POMORSKIEGO PUCHARU. Z NIECIERPLIWOŚCIĄ CZEKAMY NA ZAWODY W KOŚCIERZYNIE.
Subskrybuj:
Posty (Atom)










.jpg)













